grzelka.info

Insane

Wpisz w głównym menu:

Ineedmorecars-Wszystkie samochody;
Ineedmoremaps-Wszystkie mapy;

nadesłał: Lobo



©
odsłon kodu: 141

Platformy
PC
Play Station
Play Station 2
Amiga
Commodore 64
Dreamcast
GameBoy
GameBoy Advance
Sega
MAC
NES
Nintendo 64
Xbox
Kody na literę
A B C D E F G H I J K L M N O P Q L S T U V W X Y Z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9
Serwis
Valid CSS
Valid XHTML 1.1 Strict
etipsy, naszekody, superkody, kod, tips200, sny7, sennik12, sen24, sennosc, sennikowo

Włatcy Móch Zapewne graliście, podobnie jak ja, w wiele bardzo wesołych, humorystycznych, zabawnych gier. Ale założę się o saperkę Specnazu, której zresztą nie mam niestety, że nigdy nie graliście w turową grę strategiczną, która rozbawia do łez. I to całkowicie nieumyślnie, bo wątpię szczerze, czy taki właśnie efekt był zamierzony przez twórców „Making History: The Calm & The Storm”. Ba, wręcz przeciwnie, byli pewni, że produkują grę dojrzałą, poważną, pozwalającą bliżej poznać historię II wojny światowej i uczestniczyć w niej jako przywódca jednej ze światowych potęg. Ale niestety, wyszło trochę inaczej. Gra byłaby naprawdę całkiem sympatyczna, gdyby nie kilka błędów, które czynią ją praktycznie niegrywalną – i kompletnie niedorzeczną z historycznego punktu widzenia, co z pewnością nie było zamierzeniem twórców. W zasadzie wszystko tutaj gra – oprócz fundamentów... Jak widać na obrazkach, mamy do czynienia z globalną strategią turową rozgrywającą się w latach II wojny światowej, dokładnie zaś od 1936 do 1946 roku. Gatunek ten ma wielu przedstawicieli, takich jak uproszczone, ale świetne „Strategic Command” czy bardzo skomplikowane, ale też genialne przecież „Hearts of Iron”. „The Calm & The Storm” lokuje się gdzieś tak pośrodku tych dwóch ekstremów, jeżeli chodzi o poziom komplikacji – ale ani pierwszej, ani drugiej grze nie dorównuje w kwestii grywalności. W najmniejszym stopniu. Prowadzić do boju możemy tylko światowe mocarstwa – od ZSRR przez Niemcy i Włochy aż do USA, Wielkiej Brytanii i Chin oczywiście też. Można grać Japonią, ale Polską już nie. Można prowadzić do boju Francję, ale pobawić się w wojnę domową w Hiszpanii już nie da rady. Niewielka to wada, bo i tak w tego typu grach najprzyjemniej gra się właśnie Niemcami albo ZSRR czy dowolną inną potęgą – ale jednak miło by było móc zagrać jakimś mniejszym państwem. Jedna tona to taka mała, śmieszna gra, która potrafi rozbawić nawet najbardziej ponurego człowieka. No, może przesadzam, ale... zabawy jest naprawdę sporo. Jest sobie wielki, jednotonowy odważnik. Leży on sobie nieruchomo na pustej łączce. Wokoło jest śliczna, bezwietrzna pogoda, słoneczko świeci, chmurki stoją na niebie, zaś trawa zieleni się niczym papierówki (takie jabłka). Atmosfera rodem z sielanki. Nagle do komputera pochodzi gracz. Sięga po mysz i jednym zgrabnym ruchem niszczy spokój panujący na obrazku. Oto bowiem odważnik podnosi się do góry, poczym spada z wielkim hukiem na ziemię. Tak, to zadziałała grawitacja. Nikt jej nie widział, nikt jej nie słyszał, ale ona jest - tu, na łączce, wśród traw i kwiatków. I wciąż ciągnie ku ziemi wszystkie ciężki obiekty. bieganie mariquita Jacuzzi forum asg easy come easy go Gracz zmarszczył się widząc opadający odważnik. Przypominały mu się klasyczne animowanki z królikiem Bugsem na czele, w których to ciężkie, żelazne kowadła szybowały niczym meteoryt z "Armageddonu" wbijając w ziemię wszystko to, w co trafiły. I gracz po raz kolejny podniósł odważnik i po raz kolejny spadł on z hukiem na ziemię... Wtedy gracz dostrzegł detonator. Niewielki kwadracik z wystającą rączką. Pozornie niegroźny przedmiot stojący po boku łączki. Gracz postanowił go zniszczyć, roztrzaskać na drobne części i wyprawić w kosmos, by tam zdychał. I znów podniósł odważnik i przesuwając po niebie namierzył detonator. Huknął. Bez zniszczeń. Zdziwiony odpornością detonatora na uderzenia gracz nie miał za dużo czasu na rozmyślania. Oto bowiem z lewej strony ekranu wybiegł maleńki ludzik i zaczął biegać jak szalony dookoła łąki. Gracz uśmiechnął się i szarpnął myszką. Odważnik wzniósł się do góry, by po krótkim locie przygnieść ludzika do ziemi. Jękło. Bryznęła krew. Zieleń trawnika przybrała czerwonawy kolor. A gracz wiedział już, co ma robić. Walił w detonator jak oszalały i patrzył, jak na łączkę wbiegają kolejni ludkowie. A potem walił, walił i walił. A krew płynęła w głąb ziemi. 1 TON Martina Magnussona to freewareowy programik napisany w Turbo Pascalu. Jest on naprawdę drobny (kilkanaście kilobajtów), a przez pierwszych kilka chwil użytkowania dostarcza naprawdę fajowych wrażeń. Takie mordowanie ludzików jest naprawdę odlotowe! Krew bluzga jak za najlepszych czasów II wojny światowej! Inna sprawa, że "1 Ton" nudzi się już po 5 minutach. Nie ma podziału na etapy, nie ma kolejnych rodzajów ludzików do eksterminacji. Cóż... "1 Ton" to malutka, darmowa pchełka, która potrafi przez chwilę zabawić, ale tylko przez chwilę. Można ów program pokazać znajomym, puścić podczas jakiejś wesołej imprezy, ale grać w niego dłużej... o nie! . - . - . - . - . - . - . - . - . -
Noni - ateny - stare gry - mazury imprezy integracyjne - Ebro- Oficjalny profil rapera - Kasyno - Gry - Kasyno - Dieta - Stanisław Kluza - świadectwo energetyczne - serwis kserokopiarek - wiadomości finansowe - Quanta wraca - skrypt sklepu internetowego
Porównanie cen
Porównanie cen, Porównywarka cen
turystyka
turystyka, turystyka
internetowy public relations
Compare
Compare, Compare
donice drewniane
Barends ogrody
Panasonic GF1 test Krededytowy rozkład jazdy! Skutery zipp Zwrot podatku okna drewniane ogłoszenia praca anonse Atlas , TiR KdE , Hydrulicy forum o ogrzewaniu , IceHeart , KPSW , Forum o marce New Holland , Nuclear Clan Forum